Centrum Survivor w sieci Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 



Poprzedni temat «» Następny temat
Święta
Autor Wiadomość
Kanarek 

Dołączył: 23 Gru 2014
Posty: 4
Wysłany: 23 Grudzień 2014, 20:01   

U mnie standardowo od kiedy pamietam, Wigilię obchodzimy u babci, potem pierwszy dzień świąt jest u mnie w domu, a drugi znowu u babci. I w ten sposób mamy 3 dni jedzenia, gdzie na każdy dzień przygotowywane są nowe, zajebiste potrawy :D

W Wigilię, myślę standardowo. Zaczynamy opłatkiem, babcia mówi modlitwę, reszta coś pomrukuje pod nosem. Potem jest barszcz z uszkami. Zjadam chochlę barszczu i 20 uszek do tego, ale nikt się nie krzywi, bo przecież święta (raz odchorowałem to tygodniem w łóżku, ale co tam...) Potem na stół wjeżdża karp w galarecie, smażony i w formie ryby po żydowsku (z cebulą, rodzynkami i skłądnikami które zna chyba tylko mój dziadek), ryba po grecku, kompot z suszu (choć przez parę lat była posucha, bo babcia nie robiła kompotu a mamie się nie chciało i na stole były jakieś 3cytryny i hopkola). O 12 potrawach raczej mowy być nie moze, choć jak kiedys powiedziałem to głośno, to babcia z oburzeniem powiedziała "No jak to? Przecież masz barszcz, masz uszka, a uszka są z grzybami...to juz 4". WIęc ta oto matematyką zawsze jest pewnie i więcej :P
Co roku generalnie wszystko wygląda tak samo, tylko choinka jest co raz mniejsza (w tamtym roku było kilka świerkowych gałązek z 3 bombkami), babcia zawsze musi powiedzieć, że cos je pierwszy raz w życiu, mimo, że na stole ma to samo od kilkunastu lat. Generalnie jest cudownie :D

Wolę pierwszy i drugi dzień świąt, kiedy to już w pełni legalnie można jeść mięso. Dziadek zawsze robi kaczkę w jabłkach (najlepsza na świecie... Polecam - Kanarek), czasem przyjdzie więcej rodziny i wtedy dopiero robi się wesoło.

A jakbym juz konkretnie miał wymienić Wigilijne potrawy:
Barszcz z uszkami
Karp w galarecie
Karp smażony
ryba po żydowsku
ryba po grecku
kompot z suszu
kutia
pierogi z kapustą
pierogi z grzybami (czasem przypadkiem wyciągną sięteż rudkie :P)
Ciast i innych napojów nie liczę
 
   Podziel się na:  
gabrysiowa 
prove it grandma


Wiek: 25
Dołączyła: 26 Wrz 2013
Posty: 109
Wysłany: 23 Grudzień 2014, 22:14   

Lokalizacja: Piła, Wielkopolska.

Ogólnie nie znoszę Świąt Bożego Narodzenia, już od paru ładnych lat. Do tego denerwują mnie przygotowania do nich; jednak niezmiennie, odkąd mama ufa mi, że nie zrobię sobie (lub komuś) krzywdy wrzątkiem lub domestosem pomagam przed wigilią.

Gwiazdkę poza domem spędzałam tylko trz razy razy, tak to odbywa się u nas. Teoretycznie obowiązuje post od rana, w praktyce... Trzeba mieć siły na mycie podłóg :P Do ubierania choinki wyznaczona jestem zazwyczaj ja (jeśli są u nas, to pomagają mi kuzynki), ale zazwyczaj nie ma kto jej kupić i przyprowadzić do domu (w tym roku jeszcze nie ma ;__;). Nie zakładamy na nią cukierków ani ciastek, są za to klasyczne bombki, włosy anielskie, błyszczące boa i światełka. Na Wigilię koniecznie trzeba się odpicować, aczkolwiek wybacza się papcie zamiast odświętnych butów. Kiedyś czekało się na pierwszą gwiazdkę teraz już niekoniecznie. Zaczyna się od opłatka, życzeń, itd. Nie znam za bardzo zwyczaju czytania Biblii, w mojej rodzinie nie funkcjonuje, podobnie jak sianko pod obrusem. Do kolacji wigilijnej puszcza się kolędy w tle, najczęściej śpiewa nam Zbigniew Wodecki. Bardzo lubię zwyczaj zostawiania pustego miejsca dla zbłąkanego wędrowca, chociaż ostatnio musiałam o niego trochę powalczyć :P
Kiedyś Wigilia była bardzo rodzinna, ale jakoś tak z biegiem czasu została nas garstka. Rekordowo było nas jakieś... 16 osób. Jak jeszcze żyli dziadkowie ze strony mamy, którzy pochodzili ze wsi, to jeszcze parę dni przed świętami liczyło się, co będzie i czy co najmniej 12 potraw będzie. W to wliczaliśmy również jakieś serniki, łazanki itd., więc zawsze było. Pierogi z kapustą i grzybami od zawsze robi babcia Czesia, są najlepsze na świecie <3 Kutię (to coś z makiem) przyrządza się u nas z makaronu, a kuzynka z lubuskiego robi ją na namaczanej (w wodzie? w mleku?) bułce, co jest dla mnie najgorszą rzeczą na świecie. Wygląda też okropnie, nie polecam.
Najważniejszym daniem, przynajmniej dla mnie, jest sałatka warzywna. Zawsze robi furorę (bo robię ją ja 8)). Do tego mamy rybę po grecku, kapustę z grochem, karpia, barszcz czerwony z uszkami, zupę rybną. Na słodko są makowce i sernik, a z tego co wiem, to wszyscy moi znajomi i sąsiedzi przygotowują milijony pierników. Mięsny bigos mamy, ale dopiero na pierwszy i drugi dzień świąt.
Ogólnie kuchnia wigilijna się u nas zmienia - mamy w rodzinei obcokrajowca-kucharza, a ja własnie przeszłam na bezglutenową dietę, więc te tradycyjne potrawy ulegają zmianom.
Od niedawana moim ulubionym daniem wigilijnym jest wino, chociaż otwiera się je zazwyczaj już po "uroczystościach". Poza tym lubię przerywać kłótnie bardzo głośnym śpiewaniem kolęd (nikt mnie nie przekrzyczy, eheh). Z tego względu, że w rodzinie jest tylko jedna młodsza ode mnie osoba, która nie spędza z nami świąt, to ja jestem Mikołajem (mieszkam blisko Poznania, ale na szczęście nie ma u nas "Gwiazdora") i rozdaję prezenty. Od niedawna przyjęliśmy zabawę "Secret Santa", wychodząc z założenia, że lepiej zrobić jednej osobie porządny prezent, niż sześciu osobom gówniany. Kiedyś dzieciaki dostawały bo zabawce albo jakimś fancy ubraniu od rodziców, cioci, starszej kuzynki, a od babć - czekoladę z pieniędzmi wsuniętymi za papierek. Do tego każdy dostawał taką samą torbę słodyczy (kiedy mój pies znalazł taką siatkę i pożarł wszystko, co tam było; na wypadek jakby ktoś się martwił, to było 10 lat temu, pies żyje).
Na pasterkę się u mnie nie chodzi, chociaż kiedyś pojechaliśmy na drugi koniec miasta obejrzeć szopkę w jednym z kościołów. Jak było nas jeszcze więcej, to siadaliśmy całą rodziną i graliśmy w gry typu Kalambury, Alias itd. do późnych godzin.

Cytat:
Każdy sobie nakłada na talerz, ile chce, ugotowanej fasoli, a później zalewa to sobie kompotem, który jest robiony ze śliwek ze słoika, takie są najlepsze.

Szanuję Waszą tradycję, ale od tego chce mi się płakać ;____;

Cytat:
Zawsze na święta też mamy jakiś pasztet, czasem z selera (brzmi kosmicznie, ale jest serio całkiem smaczny xD)

To MUSI być kosmiczne xd

Cytat:
I tak, pierw zupa grzybowa, zawsze chłodna, bo się spóźniamy, a trzeba było ją odstawić z gazu,

Coś pięknego.
_________________

I nim ktokolwiek się spostrzegł Gabi skonała na łożu, ku niechęci Anne, Szewika i podobno May, ale łotewer.
KONIEC
 
 
   Podziel się na:  
Satis 


Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 12 Paź 2013
Posty: 147
Skąd: Kraków
Wysłany: 23 Grudzień 2014, 23:25   

gabrysiowa napisał/a:

Cytat:
Każdy sobie nakłada na talerz, ile chce, ugotowanej fasoli, a później zalewa to sobie kompotem, który jest robiony ze śliwek ze słoika, takie są najlepsze.

Szanuję Waszą tradycję, ale od tego chce mi się płakać ;____;

Dlaczego? : DD
To wcale takie złe nie jest. xd Chociaż ja zawsze biorę tego jak najmniej, bo uwielbiam barszcz z uszkami, który jest zaraz potem i nim wolę napełnić żołądek. : D
 
 
   Podziel się na:  
Zniewagusia 


Wiek: 22
Dołączyła: 28 Lis 2013
Posty: 47
Skąd: Mistrz Przetrwania
Wysłany: 23 Grudzień 2014, 23:52   

Chrzanów (granica Śląska i Małopolski):

Wigilię mamy dużą, zazwyczaj jest 15-17 osób, więc co roku wypada u innej rodziny, ale w tym samym składzie. W tym roku jedziemy do babci, rok temu było u nas, za rok u wujka, no i tak w kółko ;) Choinka MUSI być świeża, sztuczne w ogóle nie są brane pod uwagę, bo zawsze na wiosnę wkopujemy ją do ogródka, słodycze na choince... Hmm, w sumie chyba nie zwróciłam na to nigdy uwagi. W tym roku będą na pewno pałeczki lukrowe, bo dostaliśmy od rodziny Gienka :o Z choinką też jest taki problem, że autentycznie wszyscy od tego uciekają i nikomu to nie sprawia radości, więc ubieranie choinki to kara i spada na osobę, która w dniu Wigilii nic nie robi w domu, dlatego zawsze udaję, że sprzątam/myję garnki/kroję sałatkę :p Do wieczerzy zasiadamy późno, tradycja pierwszej gwiazdki nigdy nie była respektowana. Nigdy też nie słyszałam o tym, że w dniu wigilii nic się nie je. Jest powiedzenie, że "jak w wigilię, tak przez cały rok", dlatego zawsze wpieprzam jak głupia, mając te słowa na względzie. W tym roku jako studentka jeszcze bardziej sobie wezmę to powiedzenie do serca :p
Do wigilii zasiadamy tak ekstremalnie późno, że już parę godzin przed moją wigilią wszyscy znajomi kończą swoje ;p Na stole jest zawsze krzyż i obok niego dwie zapalone świeczki, pod obrusem sianko (chociaż musiałam iść o to spytać rodzicielki, nie zwróciłam wcześniej uwagi). Niestety zawsze brakuje miejsca dla samotnego podróżnika, bo w te kilkanaście osób i tak już się ledwo mieścimy :p Na samym początku się modlimy, chociaż podpisuję się pod czyimiś wcześniejszymi słowami, że "babcia się modli, a reszta mruczy". U nas niektórzy nawet nie mruczą, bo nie wszyscy są wierzący, więc ciocia potem krzyczy, że "co z tą młodzieżą!" :D Po modlitwie dzielimy się opłatkiem, ale nie każdy z każdym, tylko pojedynczo składamy życzenia całej rodzinie, każdy ma swoją chwilę na powiedzenie czegoś głośno, no i po tych słowach zjadamy opłatek, który trzymamy w swoich rękach. To też jest kwestia braku miejsca w mieszkaniu, bo jak byłam mała, to pamiętam, że każdy składał życzenia indywidualnie każdemu. Później zaczynamy jeść, wbrew pozorom nie chrzan! Pierwsze dwie "potrawy" są najbardziej uroczyste, bo babcia po kolei dla każdego kroi chleb i chałkę, zjadamy je posmarowane miodem. To jest pozycja "must be", każdy musi zjeść ;) Dopiero po pieczywie zaczynają się zupy, które już są dla chętnych. Każde danie ma swój czas, nie spieszymy się z żadnym, nawet jak ktoś nie je dania, to czeka, aż zje reszta i dopiero wtedy na stół wchodzi coś następnego. Ma to swoje plusy i minusy, jest niepisana zasada, że nie można wrócić do potrawy, która już była na stole, więc jem przez to cztery miski jednej zupy czasem. No i tak po kolei są zupy: grzybowa, żurek, barszcz z uszkami (milion uszek i kapka zupy :D), fasolowa (najlepsza z najlepszych!). Na stole oprócz tego można znaleźć: krokiety z jajkiem i pieczarkami (też geniusz w swojej prostocie), paszteciki z kapustą, oczywiście karp, parę potraw, których nigdy nie jem, więc nie wymienię, bo nie pamiętam. Ciast nie ma, mimo że w kuchni jest ich multum, alkoholu też nie kojarzę, chyba że ktoś dostanie w prezencie, to się rozlewa. W międzyczasie, gdzieś w okolicy zup, włącza się telewizję i jest wieczna kłótnia o to, co ma lecieć w telewizji: kolędy, fakty, kevin... Więc gdzieś w tle ktoś co chwila przełącza kanał :p Później są prezenty. Kiedyś przynosiła je Gwiazdka (wierzcie lub nie- określenie "Gwiazdor" usłyszałam pierwszy raz jakieś dwa tygodnie temu, na studiach. wtf. Gwiazdka to Gwiazdka!), teraz po prostu kładzie się je pod choinkę, jak przychodzimy do mieszkania, w którym jest Wigilia. Jak byłam mała to wychodziliśmy po jedzonku na pole (bo u mnie się wychodzi na pole! ;)), na pokaz sztucznych ogni, jedno z najlepszych wspomnień dzieciństwa! No i wtedy przychodziła Gwiazdka i zostawiała prezenty! Prezenty rozdaje najmłodszy, z czego muszę się chyba jutro nacieszyć, bo kuzyn, który ma sześć lat, zaczyna powoli czytać i odbierze mi za rok tę przyjemność :( Potem jakieś standardowe cieszenie się z prezentów, dojadanie czego się da, rozmówki.
Pasterka od paru lat spędzana jest bardzo nie po katolicku, bo jest to jeden z dwóch okazji w roku, żeby się spotkać ze wszystkimi znajomymi, wszak wszyscy wracają do miasta. Zwijamy się więc z bratem, kiedy już wychodzimy z założenia, że można odejść od stołu, przebieramy z sukienek i koszul w baaardzo ciepłe swetry i wracamy nad ranem, no bo w pierwszy dzień świąt trzeba iść do babci ;)

Kurde no, ten post, i wszystkie powyższe, zrobił mi takieeeeego smaka na jutrzejszy wieczór, ech ech ^^
 
   Podziel się na:  
Seekir 


Dołączył: 19 Wrz 2013
Posty: 162
Wysłany: 24 Grudzień 2014, 10:05   

Mama dziś rano przypomniała mi o jeszcze jednej tradycji. Nie mam pojęcia, czy jest ona powszechna, czy tylko w naszych okolicach, ale na wigilijne śniadanie jada się zupę zwaną polewką. Jest to taka mleczna zupa z makiem i przygryza się ją chałką, czyli taką słodką bułką, Umba też o nich wspominał. Moja mama sama piecze takie chałki, są super! Czy ktoś poza mną zna polewkę z makiem? :D
 
   Podziel się na:  
Katraaaa 

Wiek: 42
Dołączyła: 19 Wrz 2013
Posty: 66
Wysłany: 24 Grudzień 2014, 13:08   

Hej ludzie :-)

Będąc panną to mama starała się o to by było ok 12 potraw . Oczywiście na stole wigilijnym mandarynki były traktowane jako potrawa . Zaczynaliśmy kolacje od dzielenia się opłatkiem - naraz każdy z każdym się nim dzielił i składaliśmy sobie życzenia . Potem siadaliśmy do stołu . Po kolacji był czas na prezenty . Z pasterką bywało różnie .
Jako mężatka wprowadziłam parę "poprawek" - czyli wprowadziłam do swojego domu niektóre zwyczaje z męża domu gdy mieszkał jeszcze z rodzicami .Wprowadziłam na swój stół kompot z suszonych owoców ( głównie śliwki z dodatkiem rodzynek ) chleb z miodem . Więc teraz najpierw dzielimy się opłatkiem ( każdy po koleii się nim dzieli - najpierw mąż z każdym , potem ja itd.), potem jemy chleb z miodem , potem barszcz z uszkami i jak dalej leci . Ja osobiście nie robie 12 potraw na stół , ale jest ich kilka w zależności od moich checi robienia jedzenia .Po kolacji oczywiście prezenty - głownie dla dzieci . 1 i 2 dzień świąt spotykamy sie z rodziną .

ps. zapomniałam dodać że na stół daje jeszcze pieniądze pod obrus oraz biblie z różańcem .

images (7).jpg
Plik ściągnięto 3240 raz(y) 25,6 KB

_________________

 
 
   Podziel się na:  
Madame Chicken 
kura z sąsiedztwa


Wiek: 23
Dołączyła: 19 Wrz 2013
Posty: 161
Wysłany: 24 Grudzień 2014, 14:58   

Wrocław/Góry Sowie xD

No to chyba jak u większości, sianko pod obrusem, a zawsze w miejscu, gdzie jest sianko, na obrusie stawia się talerzyk z opłatkiem. Ewentualnie sianko się na ten talerzyk daje.
Zawsze chciałam mieć dużą wigilię, ale z racji rodzinnych kłótni pamiętam tylko jedną na 10 osób. Od kilku lat jestem tylko ja, siostra, rodzice i babcia.Na początek łamanie się opłatkiem, życzenia, potem dopiero jedzenie. Zupa grzybowa, owocowa, barszcz z uszkami (albo pierogami, zależy co akurat zrobimy), kutia (makiełki?), kompot z suszonych owoców, ryba po grecku, śledzie, opcjonalnie sałatka ze śledziami, no i od jakiegoś czasu już nawet sałatka ziemniaczana się jako potrawa u mnie liczy xD groch z kapustą, karp smażony albo coś w tym stylu, no i 9876543 rodzajów ciast: sernik, piernik, makowiec, rolada z bananami i jeszcze kilka.
Kolacja też zawsze zaczyna się "po pierwszej gwiazdce", której zawsze z siostrą wypatrywałyśmy, jak byłyśmy małe, teraz niekoniecznie chce się nam na to czekać.
Prezenty przynosiła Gwiazdka, pamiętam jak z Kasią zaczynałyśmy robić rodzicom prezenty i nie mogłyśmy na początku wyczuć momentu, w którym położyć prezenty pod choinkę tak, żeby oni tego nie widzieli xD
Jeszcze kilka lat temu chodziliśmy na pasterkę całą rodziną, później tylko ja z tatem, teraz zazwyczaj nikomu się nie chce.

W pierwszy i drugi dzień świąt zawsze przyjeżdża ciocia z wujkiem albo my jedziemy do nich.

Co do słodyczy na choince to obowiązkowo :o Cukierki, zwłaszcza te podłużne.


Cytat:
Czy ktoś poza mną zna polewkę z makiem? :D

Ja nie, ale brzmi trochę jak kutia rozcieńczona mlekiem. Chociaż musi być dobre :3
_________________

 
 
   Podziel się na:  
Roxy 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 04 Wrz 2013
Posty: 1140
Wysłany: 24 Grudzień 2014, 16:06   

A czy u kogoś poza mną, są pieniądze w pierogach? Bo czytam i czytam i wydaje mi się, że nikt o tym nie pisał :D
_________________

Kabhi na kehna alvida
 
   Podziel się na:  
Egzema 
Bezdomna


Wiek: 25
Dołączyła: 18 Wrz 2013
Posty: 585
Skąd: Poznań
Wysłany: 24 Grudzień 2014, 19:40   

Na wschód od Wrocławia, czyli bliżej do granicy Opolskiego, ale jednak Dolny Śląsk.
Jak w każdym domu i u mnie jest na swój sposób tradycyjnie.
Choinkę ubiera się różnie, zależy kiedy tata z bratem zniosą choinkę i pudła z bombkami. Od dobrych paru lat choinkę ubieram tylko ja, bo innym się nie chce. A ja to nawet lubię. Kiedyś wisiały na niej cukierki, ale od dawna ich już nie ma. Za to jest masa niepasujących do niczego bombek. Ogólnie jest kolorowo i chaotycznie :D
Do zeszłego roku włącznie cały poranek był zajęty robieniem sałatki i lepieniem pierogów z kapustą i grzybami (ŻADNYCH INNYCH) i uszek (gdzieś się kiedyś spotkałam z uszkami z mięsem - prawda, że takich nie jecie? U mnie są tylko z grzybami). W tym roku lepienie odbyło się w niedzielę i wyroby zostały zamrożone.
Poczułam się jak w obcym domu, ale spoko - ostatecznie przeżyłam.
Na wigilię rodzina się nie zjeżdża. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek ktoś przyjechał, albo żebyśmy my gdzieś pojechali. Więc standardowo jest nas pięcioro. Zaczynamy od wspólnej modlitwy i mówią wszyscy, tylko brat mruczy xD Nie ma czytania Biblii, jak dziś zapytałam mamę dlaczego, to usłyszałam: "A co? Chcesz? To znajdź i czytaj". Poczułam się zgaszona i uciekłam z kuchni. Nie mamy sianka pod obrusem, nigdy go nie było. Jemioła jest tylko dlatego, że tata z bratem zawsze nabiorą ochoty, żeby się wyrwać na chwile z domu. Nie zaczynamy z gwiazdką. Zaczynamy o godzinie "jak się karp usmaży".
Potem opłatek i życzenia i następnie:

ŻARCIE:
1. Zaczynamy od barszczu z uszkami. Barszcz musi być postny, czyli gotowany bez mięsa i niezabielany.
2. A potem już co kto chce. Dla mnie drugi w kolejności jest zawsze karp. Kiedyś był jeszcze karaś, ale z racji tego, że tylko ja i tata jesteśmy fanami ryb, to aż dwa gatunki to było za dużo i do końca świąt nie mogliśmy przejeść. W związku z czym jest karp.
3. Jest sałatka ziemniaczana, postna kapusta (kapusta z fasolą i wodą, bo chyba nic więcej tam nie ma D: Najmniej lubiane przeze mnie danie.), kompot z suszu (kiedyś był na bazie śliwek, ale BYŁ TAK PASKUDNY, że z czasem ewoluował do gruszek i jabłek i teraz jest okej), obowiązkowo śledzie w dwóch wersjach
- jadalnej, czyli wersja dla pań, bo jemy to ja, mama i babcia (tzw. śledzie po wiejsku?)
- niejadalnej, czyli śledzie solone, które jedzą brat z tatą
Dalej mamy jeszcze pierogi, ziemniaczki w mundurkach do śledzi, chlebek i miseczkę z gotowaną fasolą (NIE WIEM PO CO). Nigdy nikt się nie skupiał na tym, żeby było 12 potraw. W tym roku brat naliczył 13, więc kazałam mu policzyć barszcz z uszkami jako jedno i doszliśmy do 12. Odpowiednia metoda liczenia i jak się człowiek uprze, to będzie miał tych dwanaście.
Obowiązkowo na stole świeczucha.
O, dwa i trzy lata temu zrobiłam kutię, ale smakowała tylko mi, wiec przestałam się wysilać.
W wigilie nie ma ciast, ani alkoholu, ani mięsa.

PREZENTY:
Po tym jak już wszyscy się napchają - obowiązuje zasada, że WSZYSTKIEGO trzeba spróbować - przechodzimy do rozdawania prezentów. Kiedyś mówili, że przynosił je Mikołaj, ale po tym jak któregoś razu mała Ania powiedziała rodzicom, że "ten Mikołaj pachnie jak wujek Mirek", to zaczęły się rodzić wątpliwości. Tak, bo kiedyś się wujek przebierał, ale potem przestał. Od tego czasu prezenty rzadko się niespodziankami, przeważnie są ustalane i szczerze mówiąc: nudne.

Dawno, dawno temu po kolacji mama siadała do pianina i razem z Anią śpiewały kolędy, ale tradycja jakoś zdechła nie wiadomo kiedy.

A potem idziemy na pasterkę. Babcia nie chodzi, bo ma już swoje lata i zwyczajnie by chyba usnęła w kościele, brat nie chodzi, bo już w ogóle nie chodzi do kościoła, ale Ania z rodzicami ciągle zasuwa grzecznie.

Ciekawostka z dziś:
Ania pakując prezenty, zapomniała rozsypać po paczkach Wedlowskie Baryłki, więc były otwierane wspólnie. No i mama trzyma i tak się na głos zastanawia, którą wziąć:
- Co tu jest... Irisz Krim, mohito czy tekila sunris?
Ania dostała ataku śmiechu, nikt nie wiedział o co chodzi. Wytłumaczyłam potem mamie - też się śmiała.
_________________

"Nic tak ludzi nie zbliża jak tłok w komunikacji miejskiej."
 
 
   Podziel się na:  
lsurv 
loviesurvie


Pomógł: 1 raz
Wiek: 24
Dołączył: 04 Wrz 2013
Posty: 179
Skąd: Kraków
Wysłany: 25 Grudzień 2014, 01:47   

Chrzanów (granica Śląska i Małopolski):

W związku z tym, że jestem na świeżo po Wigilii i jest to moje ulubione święto w roku (zaraz po tłustym czwartku), to opiszę jak wygląda u mnie.

Kolację jemy zawsze w 7 osób: ja, siostra, mama, tata, babcia od strony taty, dziadek od strony mamy i wujek. Co roku wyjątkowo siadamy w takiej samej konfiguracji (zawsze siadam koło dziadka, który non stop rzuca żartami i trochę naśmiewa się z kulejącej babci, przez co nigdy nie jest nudno : DDD). Do kolacji zasiada się trochę przed 17. Zanim jednak jedzenie, to odmawia się tzw. Pacierz i zaraz po nim siada do stołu (od kilku lat nie dzielimy się opłatkiem, co jest mi na rękę, bo nienawidzę składać życzeń rodzinie - a nie dzielimy się, bo wszyscy chyba o tym zapominają). Podaje się u nas zawsze te same potrawy i są to:
a) barszcz czerwony z grochem Jaśkiem (niektórzy jedzą tylko uszka);
b) karpia smażonego i karpia w śmietanie;
c) krokiety z grzybami;
d) kapustę z grochem;
e) kompot z suszonych owoców, którego nienawidzę : (
f) ciasta i desery na koniec Wigilii

Choinkę ubiera się na kilka dni przed Wigilią, czego robić nie lubię i czynność ta zawsze należy do mojej mamy. Na choince poza bombkami, łańcuchami itp znajduje się kilkanaście czekolad i innych pierdół oraz koperty z pieniędzmy : ))))
Wszystkie dania przygotowuje moja mama z moją pomocą (zwykle piekę ciasta, bo u mnie w domu nikt tego robić nie umie, a w tym roku udało mi się ponadto zrobić barszcz i jakieś farsze do krokietów). Alkohol przeważnie jest obecny w postaci jakiejś flaszki wódki po Wigilii, ale za to nigdy nie pije się w Pierwszy Dzień Świąt. Na Pasterkę chodzę ze znajomymi, po to by na drugi dzień spać do 12. Moi rodzie idą do Kościoła w Pierwszy dzień Świąt na 10, potem jakiś spacer i o 13 spotykamy się u dziadka na karpiu i ciastach (tym razem kupionych ze sklepu). Ogólnie cała Wigilia przebiega w miłej atmosferze, nikt się nie kłóci, często leci Kevin na zmianę z kolędami. Zawsze jako pierwszy wychodzi dziadek i autentyczny cytat z tego roku skierowany w stronę babcie: "W tym roku tam zgrabnie Pani kuleję, że musimy się razem wybrać na Sylwestra": DDDD. Czasami przychodzą jeszcze jacyś goście, ale raczej nikt w Wigilię nie rusza się z domu. Koło23 wszystko ucicha.

I są prezenty. Częściej kasa, czasami coś jeszcze (w tym roku dostałem papucie z wilkiem).
 
   Podziel się na:  
Tanceti 
Prezes Owsianki


Wiek: 24
Dołączył: 01 Paź 2013
Posty: 348
Wysłany: 19 Grudzień 2015, 12:50   

Zapraszamy nwych użytkowników jak ich co rok temu się nie wypowiedzieli do opisania swojego sposobu spędzania świąt :) taka miła tradycja castawaysowa :)
 
   Podziel się na:  
Egzema 
Bezdomna


Wiek: 25
Dołączyła: 18 Wrz 2013
Posty: 585
Skąd: Poznań
Wysłany: 24 Grudzień 2015, 16:23   

To co, pochwalimy się w tym roku kolorowymi choinkami? : >



_________________

"Nic tak ludzi nie zbliża jak tłok w komunikacji miejskiej."
 
 
   Podziel się na:  
Katraaaa 

Wiek: 42
Dołączyła: 19 Wrz 2013
Posty: 66
Wysłany: 24 Grudzień 2015, 23:00   

_________________

 
 
   Podziel się na:  
Seekir 


Dołączył: 19 Wrz 2013
Posty: 162
Wysłany: 25 Grudzień 2015, 18:54   

 
   Podziel się na:  
woytas 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 28
Dołączył: 19 Wrz 2013
Posty: 682
Wysłany: 21 Grudzień 2016, 08:25   

Z okazji zbiżających się Świąt życzę Castaways aby nie umarł (zbyt szybko). Szkoda by trochę było.
_________________
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandblue created by spleen modified v0.2 by warna

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 11